środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 30

Siedzieliśmy z Mattem tak ponad godzinę. Chłopiec z ogromnym zaciekawieniem i pasją opowiadał o swoich nowych samolotach.
Gdy chłopiec poszedł po figurki zadzwonił mój telefon. Wyjęłam go i nie patrząc na ekran odebrałam;
- Alex Kochanie, gdzie jesteś?- usłyszałam głos Nathana
- Teraz to Kochanie?! - warknęłam
- O co chodzi?
- Teraz to "Kochanie", a wcześniej miałeś mnie gdzieś ! Bardziej byłeś zajęty tą całą Caroline ! Nawet nie poszedłeś za mną jak poszłam do kuchni; widziałeś, że byłam zła.- wzięłam głęboki oddech i dodałam spokojniej- Kiedy zorientowałeś się, że mnie nie ma?
- Noo... Nie dawno...- zmieszał się
- Aha. Czyli nawet nie zwróciłeś na to uwagi, że nawet mnie nie ma. A ! -olśniło mnie- I do tego mnie jeszcze okłamałeś ! Wiesz co daj mi spokój najlepiej. Nie mam ochoty z Tobą dziś rozmawiać. Cześć- warknęłam, rozłączyłam się i rzuciłam telefon w kąt.

Do moich oczu napłynęły łzy. Było mi przykro. Cholernie przykro.
Schowałam twarz w dłonie i rozpłakałam się na dobre;
- Ola ? - do mojego pokoju zajrzała kuzynka
spojrzałam na nią zapłakanymi oczami- Liiiiiiiz czemu ja muszę być taka naiwna?- jęknęłam
dziewczyna podeszła do mnie i od razu przytuliła- Ciiii nie płacz- głaskała mnie po głowie- Powiedz mi co się stało.
odsunęłam się od niej spojrzałam w jej oczy- Miałam dzisiaj taki mały wypadek- spojrzała na mnie przerażona- Nic mi się nie stało. Spokojnie.
- No to dobrze- uśmiechnęła się- No ale mów dalej.
- No i spotkałam Tom'a, który zabrał mnie do ich domu.- westchnęłam przecierając oczy- powiedziałam Nathanowi o tym co mi się dzisiaj przydarzyło. Pomyślał, że ja wcale mu o tym nie chciałam powiedzieć i się obraził.
- Ale wyjaśniłaś mu wszystko?
- Oczywiście, że tak.
- I o to się pokłóciliście ?- zapytała z uniesioną brwią
- Nie. Potem jak już mu to wyjaśniłam to usnęłam. No wiesz jak to jest; dużo się działo i w ogóle-pokiwała głową - Potem jak się przebudziłam to wcisnął mi kit, że przyszedł Scooter. A to była jakaś tam Caroline. Dziewczyna z wytwórni. Jak zszedł za mną to rzuciła mu się na szyję, a on nic! Byłam z Nimi w pokoju. Poszłam do kuchni wkurzona, a on co? Nic ! Nawet nie zwrócił uwagi, że wróciłam do domu ! - znów się rozpłakałam- Miałam nadzieję, że już będzie dobrze, że Nathan już nie da mi powodów do zazdrości, a on siedzi tam z tą lalunią i się mną nie przejmuję.- mówiłam wymachując rękami
- Oj Mała nie płacz będzie dobrze!
- Taaa... Matka nadzieją głupich- mruknęłam
- Ale swoje dzieci Kocha- spojrzałyśmy się po sobie i zaczęłyśmy się śmiać.

Porozmawiałyśmy o tym wszystkim i dzięki temu mi ulżyło.
Zrozumiałam, że robię z igły widły. Może po prostu przesadzam ? 
W moim stanie mogę zrzucić to na hormony, które buzują w moim organizmie, przez ciąże.
W sumie co on mógł zrobić ? Odepchnąć ją ? Przez to może stracili by jakiś kontrakt płytowy czy coś. Ale mnie okłamał...

Elizabeth poszła do siebie, a ja rozłożyłam się na łóżko. Myślałam dalej o tym, gdy coś zaczęło mnie kłuć w dole brzucha. Najpierw bóle były słabe- więc je zignorowałam. Lecz potem były coraz mocniejsze, aż w końcu stały się nie do zniesienia. Wystraszyłam się.
Zaczęłam krzyczeć z bólu, aż w końcu przybiegła Ciocia wraz z Wujkiem;
- Co się stało?!
Nic nie odpowiedziałam. Nie mogłam, ból przeszywał każdą część mojego ciała.
Ciocia siedziała przerażona obok mnie głaskając mnie po głowie, a Wujek dzwonił na pogotowie.

Po paru minutach przyjechała karetka. Ratownik podbiegł do mnie od razu i zmierzył mi ciśnienie.
- Gdzie panią boli? - spytał po skończonym badaniu
- W dole brzucha- wyjęczałam- Ja jestem w ciąży !
- Dobra Panowie- zwrócił się do kolegów - Zabieramy ją do szpitala. Szybko !
- Co jej jest ?
- No co? - ratownik spojrzał na wujka jak na Idiotę- Rodzi- poklepał go po ramieniu
- Ciociu!- krzyknęłam przez ból- Ja nie mogę rodzić ! Jestem dopiero w 7 miesiącu!
- W 7 ?! Chłopaki szybko !

Pamiętam jeszcze tyle, że zabrali mnie do karetki i wstrzyknęli mi jakiś lek przeciw bólowy.
I tyle pamiętam....


                                                                       ~~Nathan~~

Siedziałem u siebie w pokoju i myślałem o tym co powiedziała mi Alex. W sumie miała racje. Nie powinienem tak postąpić. Powinienem iść za nią i wszystko wytłumaczyć. Nie powinienem jej okłamać... Ale chciałem właśnie uniknąć tego ! Teraz nie chce mnie widzieć... Muszę dać jej czas by ochłonęła.

Usłyszałem jakieś krzyki na dole. Zdziwiony postanowiłem sprawdzić co się dzieje. Wstałem leniwie z łóżka i zszedłem na dół. Zobaczyłem kuzynkę Oli krzyczącą na Jay'a;
- Co się tu dzieje ?
- Nathan jak dobrze Cię widzieć. On mnie nie pamięta, a Ty musisz szybko ze mną iść! - wydyszała
- Po co ?- uniosłem brwi- Alex nie chce mnie widzieć, więc nie będziesz Nas godzić- odwróciłem się i wszedłem na schodek
- Ty nie rozumiesz ! Ja nie chcę Was godzić ! Ola rodzi słyszysz ?!
- CO ??!!
- Pstro ! Chodź ze mną szybko !!
Wziąłem szybko kurtkę, założyłem buty i pobiegłem za dziewczyną.

Po 20 minutach dojechaliśmy do szpitala. Wbiegliśmy do środka i zapytaliśmy pielęgniarkę gdzie w tej chwili znajduję się moja ukochana. Po zdobyciu odpowiednich informacji pobiegliśmy pod wskazane miejsce. Pod salą zobaczyłem siedzącą na krześle załamaną Ciocię, Wujka i kuzyna Oli. Było słychać jakiś krzyk. Przerażony podszedłem do Nich;
- Dzień dobry- przełknąłem ślinę- Czy wiadomo co się dzieje?
wujek Alex podszedł do mnie i podał mi dłoń- Dzień dobry- uścisnąłem jego dłoń i posłałem blady uśmiech- Lekarz powiedział, że dzisiejszy wypadek wywołał przedwczesny poród.
Usiadłem załamany na plastikowym krześle i schowałem twarz w dłonie.
- I co teraz?
- Nie wiem Liz- objął córkę- Lekarz kazał czekać.
- Ale Tatoo... Przecież parę minut wcześniej rozmawiałam z Olą i wszystko było dobrze. Czuła się dobrze i..
- Oby wszystko było dobrze... - westchnąłem- Nie chcę ich stracić- po moich policzkach popłynęły łzy.
- Ej Nath ! - objęła mnie Ciocia-  Wszystko będzie dobrze. Będziecie szczęśliwi ! - mówiła przez łzy- We Trójkę !
- Mam  nadzieję...

Siedzieliśmy wszyscy w ciszy. W tle ciągle było słychać krzyki, które przeszywały mnie całego. Gdy ustały w drzwiach pojawił się lekarz. Zerwałem się na równe nogi;
- Panie doktorze i co z Nią?
- Pan jest...?
- Jestem Nathan Sykes. Chłopak Alex Markowiak i ojciec dziecka...
- Więc Pani Markowiak przez dzisiejszy wypadek dostała urazu miednicy. Nie dużego i nie jest on poważny, lecz wywołał przed wczesny poród.- westchnął- Wiadomo to dopiero początek 7 miesiąca więc było ciężko...
- No dobrze, ale co z Alex i dzieckiem ?! -krzyknąłem zdenerwowany
- Ma Pan Córkę- poklepał mnie po ramieniu- 46 cm i 1,5 kg i odszedł.

Nie mogłem w to uwierzyć... Nie docierało to do mnie...
Spojrzałem na Liz, która uśmiechała się szeroko;- Ej ! Nathan jesteś ojcem !
- Mam córkę... Ja mam córkę...- powtarzałem po cichu i pobiegłem w stronę pokoju lekarskiego. Zapukałem do drzwi i nie czekając na pozwolenie wszedłem do pomieszczenia;
- Panie doktorze czy z dzieckiem wszystko w porządku ?
- Tak Panie Sykes- spojrzał na mnie znad papierów- Wszystko w porządku... w miarę. Ale będzie musiała zostać u Nas w szpitalu na jakiś czas w inkubatorze. Musimy ją monitorować. 7 miesiąc to za wcześnie i nie wszystkie organy się dobrze rozwinęły i musimy dać dziecku czas na rozwijanie się. Nie oddycha jeszcze samodzielnie, ale spokojnie- poklepał mnie po ramieniu- Będzie dobrze.
- Dziękuję Panie doktorze.- uśmiechnąłem się- Czy mogę zobaczyć Alex?
- Myślę, że tak. Ale nie za długo. Pana dziewczyna jest zmęczona. To był ciężki poród dla niej.
- Dobrze, dziękuję- uśmiechnąłem się i poszedłem do rodziny.
Powiedziałem im to co przekazał mi lekarz i upewniłem, że jest w porządku. Odesłałem ich do domu, choć było ciężko ich przekonać. W końcu poszli, a ja mogłem iść do mojej dziewczyny.
Wszedłem po cichu do pomieszczenia w którym była.
Podszedłem do jej łóżka. Spała.
Wziąłem krzesło i usiadłem przy niej. Ująłem jej dłoń w ręce i delikatnie pocałowałem.

Właśnie w takiej chwili człowiek rozumie wszystkie swoje błędy. Wszystko co źle zrobił i myśli jak powinien zrobić to prawidłowo.

Nie powinienem okłamać Oli, powinienem być szczery. Powiedzieć prawdę, że to Caroline Watson. Byłem głupi...

Głaskałem delikatnie dłoń dziewczyny, gdy usłyszałem jej słaby głos;
- Nathan?
uśmiechnąłem się widząc jej zmierzwione włosy, blade policzki- Odpoczywaj Mała- usiadłem na łóżko. Przetarłem wierzchem dłoni kropelki potu z jej czoła.
- Przepraszam Nath... za moją reakcje...
- Ciii...- pocałowałem ją w czoło- To ja przepraszam, że okłamałem Cię.
- Oj już cicho- uśmiechnęła się- Pocałuj mnie
- Słucham? - uniosłem brew
- Pocałuj mnie- uśmiechnąłem się szeroko. Przybliżyłem się, dotknąłem delikatnie jej policzka i pocałowałem ją. Delikatnie. Chciałem przez to przekazać jej najwięcej uczucia jak tylko mogłem.
- Kocham Cię - powiedzieliśmy równo po skończonych czułościach
Jestem szczęśliwy. Cholernie szczęśliwy. Mam wspaniałą dziewczynę i córeczkę.

*******************************************************************************************
Cześć ;)

Jest mi przykro, że Tylko moja Lexy skomentowała, za co Ci dziękuję Kochana ;)
Liczyłam na więcej... No ale cóż... Nie zmienię tego.

Lexy poznajesz tą " Matka nadzieją głupich" ? To ty mnie tego nauczyłaś Słońce ! :p

I pojawiło się to COŚ, jak Wam się podoba? ;)

Rozdział pisany w przypływie wielu emocji...
Radości, złości i smutku... No cóż mam pewien problem z moim P. i trochę się o niego martwię...
No, ale poradzę sobie;). Muszę ;)
Z góry za to przepraszam ;)

Rozdział został tylko i wyłącznie napisany przez pewną motywację, którą znalazłam na NathanSykesPoland ;)
A mianowicie to ; http://www.youtube.com/watch?v=7E7oemWEtoA&list=HL1388609821&feature=mh_lolz

Jest to filmik jak nasz kochany Nath śpiewa ze swoją siostrą Jess ;)
Jess też ma śliczny głos, nie? :)
Jest to niesamowicie urocze i piękne :D
Widać, że się świetnie dogadują i są do siebie podobni nie ma co ! :D

Jak tam Wam nowy rok się zaczął ? Gotowe wrócić po świętach do szarej rzeczywistości ? ;)

Kocham Was i tak ;)
Wasza Kama ;)

PS. Następny pojawi się zależnie od Waszych komentarzy ;) Hmmm.... Myślę, że 3 to nie tak wiele ;)
Więc 3 komentarze = następny rozdział ;)

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 29

Leżąc tak na ramieniu chłopaka, nawet nie wiem kiedy; zasnęłam.

Mój organizm pomimo wczesnej pory był zmęczony tym wszystkim co się wydarzyło.
No cóż... prawie zostałam zabita przez pędzący samochód.
Cieszyłam się, że wszystko się dobrze skończyło.

Po jakimś czasie poczułam, że ktoś przykrywa mnie kocem. Pomimo, że nie otwierałam oczu wiedziałam kto to był;
- Kochanie gdzie mi uciekasz?- spytałam z zamkniętymi oczami.
- Nie uciekam- usiadł koło mnie i pocałował w czoło- Śpij Skarbie. Ja zaraz wrócę.
- Gdzie idziesz?- otworzyłam oczy i spojrzałam na chłopaka
- Scooter przyszedł- uśmiechnął się i założył kosmyk moich włosów za ucho- Jakieś organizacyjne spotkanie czy coś.
- Nathan ruszaj tyłek!! - usłyszałam damski głos
uniosłam brew, pełna podejrzeń- Scooter powiadasz?- odsunęłam ostentacyjnie kołdrę- To ja chętnie go poznam- wstałam z łóżka, poprawiłam bluzkę i włosy.
Otworzyłam drzwi i ruszyłam na schody;
- Alex no...
- No co?- odwróciłam się- No chcę poznać tego "Scooter'a" o damskim głosie.
Zeszłam na dół i weszłam do salonu. Zobaczyłam tam resztę The Wanted i jakąś kobietę w miniówie i bluzce z wielkim dekoltem, a po menagerze chłopaków nawet śladu nie było widać.
Oj Panie Sykes później sobie porozmawiamy.

Uśmiechnęłam się sztucznie i weszłam w głąb pomieszczenia;
- Dzień dobry- podałam kobiecie dłoń
- Oh! Nathan kochany! Nareszcie jesteś!- olała to co powiedziałam i rzuciła się chłopakowi na szyje.
- Też Cię miło widzieć Caroline.
Z zazdrości aż coś się we mnie gotowało. Klapnęłam na kanapie między Tomem, a Maxem. Patrzyłam na dalej obściskującą się parę.
- Co zazdrosna?- zapytał cicho Tom
- A co nie widać?- mruknęłam- Kto to jest?
- Dziewczyna z wytwórni. Chce nam coś zaproponować, czy coś.
- No okey. Ale czemu tak klei się do Nath'a?
chłopak wzruszył tylko ramionami nie wiedząc co odpowiedzieć.
Mój chłopak natomiast dalej trzymał w objęciach ową Caroline.
Nie wiedzieć czemu zrobiło mi się przykro. Wstałam z kanapy;
- To ja nie będę Wam przeszkadzać- rzuciłam i poszłam w stronę wyjścia.
Nathan momentalnie oderwał się od kobiety i spojrzał na mnie- Alex zostań z nami.
- Nie dziękuję- warknęłam i poszłam do kuchni zatrzaskując za sobą drzwiami.

Wstawiłam wodę na herbatę i naszykowałam kubek.
Zalałam wrzątkiem herbatę i ruszyłam w stronę pokoju.
Idąc, po drodze zajrzałam do salonu gdzie urzędowali. Śmiali się i rozmawiali.
Obok Nathana siedziała ta głupia Siksa i świeciła biustem i kolanami przed jego nosem. Wściekła postawiłam kubek na szafce obok schodów i założyłam buty. Wzięłam kurtkę w rękę i wyszłam trzaskając drzwiami.
Szybkim krokiem szłam do domu. Było zimno. Lecz ja w tej chwili nie czułam mroźnego Listopadowego powietrza. Ze złości, a zarazem zazdrości gotowało się we mnie.
Najwyraźniej nikt się nie przejął moim nagłym wyjściem, nikt za mną nie poszedł. Nawet nikt się nie zainteresował.

Po paru minutach wchodziłam już do domu. Zdjęłam szybko buty, rzuciłam kurtkę na szafkę i pobiegłam do siebie. Położyłam się na łóżku i ukryłam twarz w poduszkę.
Nie płakałam. Życie mnie nauczyło już na tyle, że wiedziałam, że muszę być twarda.
Miałam nadzieję, że już wszystko się ułoży, że już nikt mnie nie zrani, że już nikt nie sprawi, że będzie mi przykro. Nie spodziewałam się, że Nathan da mi znowu powody do zazdrości.
A on co? Obściskiwał się z tą lalunią na moich oczach i nie miał żadnych skrupułów. Żadnego instynktu samozachowawczego. Nie zwrócił nawet uwagi, że jestem w pomieszczeniu. Nie pomyślał o tym jak ja się czuję w tym momencie. Ba ! On nawet mnie nie przedstawił tej całej Caroline.
I do tego mnie okłamał ! Powiedział, że to Scooter. Ciekawe dlaczego to zrobił...
Może coś ich kiedyś łączyło?

Moje wywody przerwało pukanie do drzwi;
- Mogę?- zobaczyłam uśmiechniętego Matta. Widząc go od razu zrobiło mi się ciepło na sercu, a na moją twarz wkradł się uśmiech.
- Oczywiście Skarbie- uśmiechnęłam się- Chodź tu do mnie- rozłożyłam ręce, a chłopiec od razu się we mnie wtulił.
- Coś się stało?
- Nie Matt. Wszystko okey.
- Przecież widzę- uśmiechnął się
- Po prostu było mi przykro, po tym jak Nathan mnie potraktował, ale jest okey.-pogłaskałam go po głowie
- Jak tu przyjdzie to mu skopie tyłek ! - powiedział pewnie, a ja się zaśmiałam i go mocno przytuliłam- A jak się czujesz? Nic Ci się nie stało?
zmarszczyłam brwi- Wszystko okey, a czemu pytasz?
- No przecież widziałem, że uderzył Cię samochód.
- Oj to nic takiego- przytuliłam go

Dzięki temu zapomniałam o tym co wcześniej się działo. Jednak myślałam o tym jak będzie starał się mi to wytłumaczyć o ile w ogóle....

********************************************************************************************************

Hej Kochane!

Mam nadzieję, że się wam spodoba ;)
To COŚ pojawi się w następnym rozdziale, który pojawi się szybko; mam nadzieję ;)
Jak wam się podoba nowy wygląd? ;)

Przepraszam, że dopiero teraz dodaje rozdział, ale nie miałam kiedy. Po prostu w święta miałam bardzo... Nagięty grafik.
No dużo się działo ;)

Dowiedziałam się, że będę Ciocią! Nawet nie wiecie jaka jestem z tego powodu szczęśliwa ! ;D
Moja Kochana siostra cioteczna jest w ciąży! ;D

Święta minęły mi w miarę spokojnie. Dostałam dużo prezentów i wgl ;)

A Wam kochane jak święta wam minęły ? Zadowolone? Dziadek Mróz Wam prezenty przyniósł? ;)

Czekam na Wasze Komentarze ;)

Całuję, Kama ;**

środa, 18 grudnia 2013

Rozdział 28

Stałam jak wryta patrząc na hamujący samochód.
W tej jednej chwili przeleciało mi całe życie przed oczami, serce zaczęło walić chyba z 1000 na sekundę.
Gdy samochód był już blisko zamknęłam oczy i złapałam się za brzuch.
Usłyszałam pisk opon i poczułam nie za mocne uderzenie, ale jednak wylądowałam na ziemi
Otworzyłam oczy i zobaczyłam owe auto stojące na przeciwko mnie leżącej na asfalcie/
Od razu wyskoczył z niego przerażony, młody chłopak;
- Nic się Pani nie stało?! - krzyknął kucając przy mnie i łapiąc za ramiona
potrząsnęłam głową i spojrzałam na niego- Nie, wszystko w porządku.
chłopak odetchnął z ulgą i podał dłoń by pomóc mi wstać- Już myślałem, że nie wyhamuje, że Panią potrącę i zrobię krzywdę
- Ale to się nie stało, jest okey.- otrzepałam nogi z kurzu
Całe zdarzenie trwało 30 sekund, a ja miałam wrażenie, że trwało wieczność.
Najgorsze jest to, że w tym momencie człowiekowi drętwieją wszystkie mięśnie, sztywnieje i nie może się ruszyć.
Rozejrzałam się w około i zobaczyłam tłum ludzi stojący wokół mnie i sportowego auta, które o niemal mnie zabiło...
- Nic się Pani nie stało?!
- Może powinna Pani jechać do szpitala?!
- Niech ktoś wezwie karetkę! - tłum krzyczał jak oszalały.
Nabrałam powietrza w płuca i krzyknęłam na tyle ile mogłam- LUDZIE NIC MI NIE JEST!!!
Wszyscy od razu zamilkli, a ja dodałam spokojniej- Wszystko jest dobrze, on mnie tylko trochę stuknął w nogi i wylądowałam na ziemi. Zapowiadało się groźnie, ale jednak nie było...
- Alex! - usłyszałam znajomy głos za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego Toma w moją stronę.
- Co tu się stało?!- krzyknął
- Hey uspokój się! Nic mi nie jest. Na szczęście zdążył wyhamować i nic mi nie zrobił.
- Ale mógł Cię zabić!
- Ale nie zabił! Jak widzisz żyję- obróciłam się wokół własnej osi- I mam się dobrze. Czy możemy wszyscy zejść ze środka ulicy?! Torujemy ruch!- krzyknęłam i ruszyłam w stronę chodnika.
Myślałam, że chłopak poszedł za mną. Jednak myliłam się....
Gdy już dotarłam do chodnika, odwróciłam się by spojrzeć na Toma, zobaczyłam go trzymającego "sprawcę wypadku" za koszulkę;
- Masz szczęście, że nic jej nie zrobiłeś!! Inaczej już być nie żył!!- krzyczał chłopakowi w twarz.
Rozejrzałam się uważnie czy nie jedzie żaden samochód i podbiegłam do chłopaka;
- Tom przestań!- złapałam go za ramię- Idziemy!
- Nie skończyłem z Nim!
- Tom!
- Już idę!- krzyknął i puścił chłopaka.
- Ja na prawdę Panią przepraszam.- zaczął chłopak- Ja nawet nie zauważyłem, że ktoś idzie na pasach i...
- Już spokojnie- przerwałam mu- Dobrze, że to się tak skończyło, a nie inaczej. Zostawmy to już. Do widzenia-podałam mu dłoń i odeszłam
- Przepraszam jeszcze raz!
- Nic się nie stało!- odkrzyknęłam i podeszłam do Toma- A z Tobą mój drogi- wzięłam go za rękę- Mam do pogadania. Wsiadaj do auta!
Chłopak spojrzał na mnie potulnie i zrobił to co mówiłam.
Wsiadłam za nim i ruszyliśmy.
- Zabieram Cię do Nas- przerwał ciszę
- I co mam się wyspowiadać Nathanowi ?
- A jak inaczej? Musisz mu to powiedzieć!
- Po pierwsze to przestań na mnie krzyczeć!- zdenerwowałam się- Po drugie ten koleś nic mi nie zrobił! A po trzecie masz szczęście, że go nie uderzyłeś, bo wtedy oberwałbyś ode mnie!
- Już nie denerwuj się, nie możesz- pokazał na mój brzuch
-To mnie nie wkurzaj- oparłam się bezradnie o fotel.- Musiałeś akurat tędy jechać?
- Chłopaki wysłali mnie na zakupy, więc musiałem, a co?- uniósł brew
- Tak to nikt by się nie dowiedział...
- I dobrze, że tam byłem.
Pogroziłam mu tylko palcem, a chłopak się zamknął.
Zapatrzyłam się w okno i podziwiałam widoki, mało znanej mi okolicy.

Myślałam co by było jakby ten chłopak nie wyhamował. Jak uderzył by we mnie z taką prędkością jaką jechał.
No cóż... Pewnie już bym nie żyła... a razem ze mną moje dziecko...
Do moich oczu napłynęły łzy. Odwróciłam głowę by chłopak tego nie widział.
Wytarłam łzę i spojrzałam ze sztucznym uśmiechem na chłopaka, gdy podjechał na podjazd.
Bez słowa wyszliśmy z auta i udaliśmy się w stronę domu chłopaków.
Weszłam pierwsza do środka i na korytarzu spotkałam Nathana;
- Alex?- spojrzał na mnie zdziwiony, ale po chwili podszedł do mnie i dał mi czułego buziaka.
- Cześć- mruknęłam gdy się ode mnie odsunął
Chłopak pogłaskał mnie po policzku i już chciał coś powiedzieć, gdy odezwał się Tom;
- Powiedz mu.
Spojrzałam na niego, wywróciłam oczami, zdjęłam buty i spojrzałam z powrotem na mojego chłopaka;
- O czym masz mi powiedzieć?- uniósł brew
- Pójdę zrobić sobie herbatę- pokazałam palcem na kuchnie i ruszyłam w tamtą stronę.
Weszłam do pomieszczenia, rozsunęłam kurtkę i włączyłam czajnik. Wyjęłam kubek i wrzuciłam do niego torebeczkę z herbatą;
- Czemu masz brudną kurtkę?- usłyszałam za sobą Nathana
- Tom Ci wyśpiewał i od razu mam mówić swoją wersje, czy mam zacząć od początku?- zdjęłam kurtkę i położyłam ją na blacie
- Zaniosę ją do pralni- wziął ją do ręki, położył na krześle i oparł o blat- A teraz słucham; co masz mi do powiedzenia?
- Odpowiedz na moje poprzednie pytanie Kochanie- uśmiechnęłam się do niego
- Nic mi nie powiedział.
Podeszłam do niego i położyłam dłonie na jego biodrach- Tylko się nie denerwuj, okey?
- Zobaczymy.
- Nathan!- krzyknęłam i w tym momencie do kuchni weszła reszta The Wanted oprócz Toma- Mam teraz przy Nich mówić?- chłopak pokiwał głową- Więc.... miałam... tak jakby...-przełknęłam głośno ślinę- mały wypadek...
- CO?!- krzyknął Nath
- Miałeś się nie denerwować!
- Nic Ci nie jest?- zapytał z troską Jay
- Nie nic mi nie jest. Po prostu jakiś młody chłopak jechał swoją chyba nową bryką, nie zauważył mnie na pasach.
- I co dalej?- dopytywał Seev'a
- W sumie to nic. Zdążył wyhamować i stuknął mnie tylko w nogi, straciłam równowagę i upadłam na asfalt- pogłaskałam się po tyłku- Trochę bolało, ale nic mi nie jest.
- To dobrze, że nic Ci nie jest- Jay
- Gdybym spotkał tego Kolesia to już by nie żył- Max
- A ja bym Ci pomógł- Siva
 Wszyscy coś mówili, tylko Nathan patrzył na mnie... tak dziwnie. Miałam wrażenie, że coś go zabolało, jakbym go czymś zraniła;
- Nath wszystko ok?- spytałam
Nic nie odpowiedział tylko odwrócił wzrok i wyszedł z kuchni trzaskając drzwiami. Po krokach na schodach zorientowałam się, że poszedł do siebie;
- A Młodemu co?
- Nie wiem Max- westchnęłam- Czasem mam wrażenie, że to on jest w ciąży nie ja.- mruknęłam, a chłopcy parsknęli śmiechem.
Wzięłam kubek z herbatą, wyminęłam chichrających się chłopaków i weszłam na schody.
Stanęłam przed drzwiami do pokoju chłopaka. Zapukałam w drzwi i uchyliłam je;
- Mogę? - zapytałam patrząc na leżącego na łóżku chłopaka
- Mhm- mruknął dając mi znak, żebym weszła
Postawiłam kubek z parującym napojem na biurku i podeszłam, do łóżka chłopaka.
Wdrapałam się na nie i usiadłam przodem do chłopaka patrząc na jego twarz. Patrzył się w sufit i się nie odzywał.
- Nath czy coś się stało?- uniosłam brew
- W ogóle nie zamierzałaś mi o tym powiedzieć, prawda?
- Ale o czym?
- O tym wypadku- spojrzał mi w oczy
zaśmiałam się cicho- Skąd Ci to przyszło do głowy?- wzruszył ramionami- Powiedziałabym Ci to i tak. Nawet bym do Ciebie zadzwoniła gdybym nie trafiła na Toma.
Chłopak usiadł i uśmiechnął się kącikiem ust- Naprawdę?
- Oczywiście- dotknęłam jego policzka- Wiesz, że Tobie powiem wszystko- wymieniliśmy uśmiechy i pocałowałam go w usta.
- Ale nic Ci nie jest?
- Nie, tylko trochę tyłek mnie boli- zaśmiałam się
Chłopak westchnął tylko i położył się z powrotem, ułożyłam się na jego boku i zaczęłam rysować wzorki na jego torsie.
zastanawiałam się jak mu powiedzieć o moich obawach związanych z zamieszkaniem w tym domu.
Nie wiedziałam jak zacząć. Jak mu to powiedzieć...



****************************************************************************************
Heeeey ;)

Po pierwsze chciałam podziękować za te 3 komentarze od Rybki, San i Anonimka.
Baaaaaardzo Wam za to dziękuję, dałyście mi dużo radości i weny ;)

Jak widzicie, nie uśmierciłam Alex ;p
I nic jej nie jest... Przynajmniej na razie :p
Wszystko skończyło się dobrze, ale nie mówię, że w następnym rozdziale nie pojawi się COŚ co jest związane z tym "wypadkiem".

No cóż. Ogólnie pierwsza część tego rozdziału jest z życia wzięta.
Sama brałam udział w takiej sytuacji, która miała gorsze skutki niż opisałam je tu ;)
Co tu dużo mówić, sceny byłyby zbyt drastyczne by je opisywać ze szczegółami :)

San nie powiem Twoje groźby poruszyły mnie i zaczęłam obawiać się o moje życie xD
Więc wolałam Alex nie za bardzo "zwypadkować" :p
No cóż z Warszawy do Radomia, nie jest tak daleko ^^

Następny rozdział postaram się wyskrobać dla Was jeszcze w tym tygodniu ( jak dam radę) ;)

Dziękuję jeszcze raz komentującym <3

I oczywiście proszę o komentarze.

Całuję Kama ;)





poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 27

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem ;) Dziękuję ;)



Po jakimś czasie dojechaliśmy pod dom. Chłopak zatrzymał auto na podjeździe;
- Wejdziesz?- uśmiechnęłam się
- Bardzo chętnie, ale muszę lecieć do domu- zrobił podkówkę z ust- Mamy niedługo spotkanie z menagerem.
- No szkoda, to pa- otworzyłam drzwi i już miałam wysiąść gdy chłopak złapał mnie za rękę
- Nie zapomniałaś o czymś?
uniosłam brew i zamyśliłam się- A!- olśniło mnie- Kocham Cię- dałam czułego buziaka chłopakowi i wysiadłam.
Weszłam do mieszkania i od wejścia rzucił się na mnie Matty;
- Ola!- przytulił mnie
- Matty!
- Nie uciekaj mi tak więcej- powiedział wtulony w mój brzuch, pogłaskałam go po głowie
- Nie uciekam, byłam z Klaudią na lotnisku.
- Ale niedługo uciekniesz- odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie
zdjęłam kurtkę i ukucnęłam- Skąd Ci to przyszło do głowy?
- Słyszałem jak rozmawiałaś z Nathanem. Klaudia poleciała to Ty niedługo się wyprowadzisz- posmutniał
- Hej Matty Skarbie- złapałam go za dłonie- To fakt niedługo wyprowadzę się do Natha, ale to nie zmienia faktu, że będę Was odwiedzać, Ty będziesz mógł do Nas przychodzić.
- To niech on wprowadzi się do Nas- mruknął, na co się zaśmiałam
- Oj Ty Maluchu- wstałam i mocno go przytuliłam.

Po ganiałam się chwilę z Mattem po mieszkaniu i odprowadziłam go do pokoju.
Gdy już się wykąpał i ułożył na łóżku, ja okryłam go dokładnie kołdrą i przeczytałam bajkę. Gdy chłopiec usnął pocałowałam go w czoło, zgasiłam małą lampkę koło łóżka i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi;
- On Cię kiedyś zamęczy- zaśmiała się Liz
- Nie prawda- uśmiechnęłam się- słodki jest. Ale za to przez Ciebie rano mało zawału nie dostałam- pstryknęłam ją w ucho
- Przepraszam- zachichotała- To prawda, że się wyprowadzasz?
- No wiesz- oparłam się o ścianę- Nathan chcę, żebym z Nim zamieszkała...
- Jakoś nie jesteś przekonana- uniosła brew
- Nie, nie to nie tak- zaśmiałam się cicho- Ja się na prawdę bardzo cieszę, że aż tak poważnie myśli o naszym związku i chcę tego, ale... się trochę boje- przyznałam ze spuszczoną głową
- Boisz? Czego?
- Kocham Nathana i chce być z Nim do końca życia, ale nie będziemy mieszkać sami, tak? No mamy przynajmniej na razie mieszkać z chłopakami. Niedługo rodzę i boję się, że dziecko będzie chłopakom no nie wiem... zawadzać? Oni mają też swoje życie. Tom i Siva mają dziewczyny i nie koniecznie myślą o dzieciach, a płacz takiego malucha może im zburzyć harmonię codzienności.
- Oj tam- machnęła ręką- Głupoty gadasz
- Nie wiem... Możliwe, ale ta myśl mnie nie opuszcza- uśmiechnęłam się blado
- Zobaczysz, będzie dobrze- przytuliła mnie- O to się nie martw. Pokochają Wasze maleństwo- puściła oczko- A teraz idź się myj i spać się kładź, jutro zaczynaj się pakować
- Mam tydzień na to.
- Myślę, że Twój men będzie Cię poganiał.
- Idź Ty!- klepnęłam ją w ramię- Dobra idę spać-ziewnęłam- Dobranoc
- Erotycznych snów- parsknęła śmiechem- Dobranoc
- Wariatka- mruknęłam pod nosem i weszłam do pokoju.

Następnego dnia rano obudziłam się przez promienie słoneczne przebijające się przez zasłony. Spojrzałam na zegarek stojący na szafce obok łóżka; 7:30. Genialnie-,-
Podniosłam się z łóżka i zaczęłam wybierać w co mam się ubrać.
Z gotowym luźnym zestawem poszłam do łazienki, gdzie wzięłam odprężający prysznic, ubrałam się i uczesałam spinając włosy z tyłu spinką
Gotowa zeszłam na dół.
Weszłam do kuchni i zobaczyłam zaspanego Mattiego jedzącego płatki. To był uroczy widok.
Podeszłam do niego i cmoknęłam go w policzek- Dzień dobry- uśmiechnęłam się

- Dzień dobry- uśmiechnął się i ziewnął
- Chyba ktoś tu się nie wyspał- poczochrałam go i wzięłam butelkę wody
- No nie za bardzo...-  mruknął
- Na którą masz do szkoły?
- Na 10, a czemu pytasz?- znów ziewnął na co się zaśmiałam
- Chyba Ci kawy zrobię, bo uśniesz nad tymi płatkami. Na 10...- zamyśliłam się-
- A co?- chłopiec spojrzał na mnie z uniesioną brwią
- Zaprowadzę Cię do szkoły.
- Na prawdę?- ożywił się i gwałtownie wstał z krzesła
- Na prawdę- zaśmiałam się- ale najpierw zjedz śniadanie i idź się przebrać. -pokazałam na jego piżamkę- jest słodka, ale musisz się przebrać.

Gdy oboje zjedliśmy śniadanie, chłopiec poszedł się ubrać, a ja umalować i uczesać.
Zrobiłam delikatny makijaż i rozczesałam włosy.
Wyszliśmy z Mattem równo ze swoich pokoi;
- Gotowy? - zapytałam z uśmiechem
- Oczywiście!
- No to idziemy- wyciągnęłam do Niego dłoń, którą od razu chwycił. Założyliśmy buty i kurtki.
Wyszliśmy z mieszkania zakluczyłam drzwi i ruszyliśmy w stronę szkoły chłopca.
Mieliśmy dużo czasu więc szliśmy powoli.
Śmialiśmy się i Matty podskakiwał trzymając moją dłoń.
Weszliśmy do cukierni gdzie kupiliśmy rogaliki z czekoladą i serem. Zapłaciłam i ruszyliśmy dalej.

Po paru minutach doszliśmy na miejsce. Ukucnęłam przed chłopcem i go przytuliłam;
- Miłego dnia w szkole Matty.
- Dziękuję i nawzajem- pocałował mnie w policzek i ruszył w stronę szkoły.
Odwrócił się, ostatni raz pomachał mi i wszedł do budynku.

Z uśmiechem ruszyłam w drogę powrotną.
Weszłam na pasy i usłyszałam pisk opon po mojej lewej stronie. Odwróciłam głowę i zobaczyłam samochód jadący prosto na mnie


**********************************************************************************
Hey Laski!

Jestem z kolejnym rozdziałem ;)
Mam nadzieję, że spodoba się Wam ten rozdział bardziej niż poprzednie dwa i pojawi się więcej niż jeden komentarz ;)
Bardzo dziękuję tym którzy komentują! Dla mnie to bardzo dużo znaczy, bo wiem, że ktoś ze mną jest i mam dla kogo pisać.
Nawet nie wiecie jak dużo dają wasze komentarze i jak bardzo działają na moją Wenę ;)

Dlatego proszę aby KAŻDY kto przeczyta dał znać po sobie tam na dole ;) Bardzo Was o to proszę, bo myślę o zawieszeniu bloga jeżeli tak dalej pójdzie  ;)

Ogólnie rozdział jest krótki.
Nie miałam zbytnio pomysłu na ten rozdział, a chciałam w Nim zacząć to co jest w ostatnim zdaniu ;)
Jak myślicie co się stanie dalej ? Alex będzie miała wypadek? Czy samochód zdąży wyhamować?
Czekam na odpowiedzi na te pytania w komentarzu ;)

PROSZĘ JESZCZE RAZ O KOMENTARZE !!
z góry dziękuję ;)

Całuję KaMa <3

PS. Wczoraj minęło pół roku odkąd piszę tego bloga! Nie wierzyłam, że tyle dam radę wytrzymać, ale jednak jestem i mam głowę pełną pomysłów na dalszy ciąg :D

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 26

Podbiegłam przerażona do dziewczyny i uklęknęła przy Niej;
- Liz?! Liz słyszysz mnie?!- potrząsnęłam ją za ramię
otworzyła jedno oko- nawet nie dasz mi pomedytować- mruknęła i zaczęła się podnosić
Patrzyłam na nią tępo i próbowałam uspokoić oddech;- No co?- otrzepała spodnie i spojrzała na mnie
- Jajco- mruknęłam- Wiesz jak mnie wystraszyłaś?!
- Ojejku, przyzwyczajaj się, często to robię- dała mi buziaka w policzek i wyszła z pokoju
- Zwariuje tu kiedyś...- wstałam i podeszłam do lodówki.
Zastanawiałam się co mam zjeść, gdy po raz kolejny dzisiaj niemal dostałam zawału, gdy ktoś położył ręce na moim brzuchu;- Nath musisz mnie tak straszyć?
- Nie ładnie tak nazywać mnie Erotomanem...- mruknął mi koło ucha
- A nie jesteś?- uniosłam brew patrząc na Niego przez ramie
- Nie... Ja się po prostu stęskniłem...- zaczął całować mnie po szyi
- Wariat- prychnęłam ze śmiechem
Chłopak mruknął tylko coś pod nosem, odsunął się ode mnie i usiadł przy blacie.
Zamknęłam lodówkę i podeszłam do chłopaka. Położyłam mu dłoń na policzku;
- Kocham Cię- wymruczałam i pogłaskałam go po głowie, a chłopak objął mnie wokół pasa i przyciągnął do siebie;
- Ja Ciebie też Kocham- nachyliłam się i dałam mu buziaka- Ciebie też Kocham Synku- cmoknął mój brzuch
zaśmiałam się i uniosłam brew- Skąd wiesz, że będziemy mieć Syna?
- Przeczucie- pomachał zabawnie brwiami
cmoknęłam go w czoło- Jadłeś śniadanie?
- Nie, nie zjadłem, spieszyłem się do mojej ukochanej- zrobił słodkie oczka
- Na co masz ochotę ?
Chłopak wstał i wpił się w moje usta;- Na Ciebie- przygryzł lekko moją dolną wargę
- Mmm... Nie. Ja mówie poważnie Nath.
- Kanapkę z szynką- mruknął i usiadł z powrotem
- Grzeczny Chłopiec- poczochrałam go po włosach i poszłam zrobić śniadanie.

Po kilku minutach postawiłam na stole kanapki, herbate i sok;
- Smacznego- powiedziałam z uśmiechem i usiadłam na krześle na przeciwko chłopaka.
Wzięłam jedną kanapkę i ugryzłam.
Nathan natomiast wziął kubek z herbatą i patrzył w niego;
- Zamieszkajmy razem- powiedział po chwili, a ja prawie zakrztusiłam się kanapką
- Słucham?!- spojrzałam na niego z szeroko otwartymi oczami
- No zamieszkajmy razem- spojrzał mi w oczy- Nie długo przecież urodzisz, a chciałbym Was mieć blisko siebie- uśmiechnął się słodko
- Nathan Kochanie do mojego porodu jest jeszcze 2 miesiące i...
- Wiem.-przerwał mi- To mało czasu na znalezienie mieszkania i wyremontowania go, ale zamieszkaj ze mną i chłopakami.- podszedł i usiadł obok mnie, łapiąc za dłoń- Chce Cię mieć blisko siebie. Zasypiać i budzić się przy Tobie. Mówić Ci "dzień dobry" i "dobranoc". Robić śniadania do łóżka, leniuchować na kanapie, oglądając jakiś głupi serial, rozśmieszać jak jesteś smutna, przytulać. Cieszyć się Twoim uśmiechem po ciężkim dniu w pracy...  Proszę Cię zgódź się.- słuchałam jego argumentów, uśmiechnęłam się, a do mojego serca wlewało się przyjemne ciepło
- A co na to chłopaki?
- Ucieszą się na pewno, no proszę Alex- pocałował moją dłoń
- Póki Klaudia nie pojedzie do Polski nigdzie się stąd nie ruszam- powiedziałam i dokończyłam kanapkę
- Czyli się zgadzasz?- zapytał z nadzieją- Kocham Cię!
zaśmiałam się- Ja jeszcze nie powiedziałam, że się zgadzam
- Ale nie powiedziałaś też "nie"- pomachał brwiami
zaśmiałaś się tylko i dałam mu czułego buziaka.

Posiedziałam jeszcze pół godziny z Nathanem i poszedł z chłopakami na jakiś wywiad.
Uśmiechnięta poszłam do pokoju Klaudii, bez pukania. Dziewczyny nie było w pokoju, więc postanowiłam na Nią poczekać. Weszłam głębiej i rozłożyłam się na łóżko.
Po chwili dziewczyna przyszła z zawiedzioną miną;
- Co się stało?- zapytałam z troską
- Rozmawiałam z mamą...- klapnęła bezradnie na łóżko obok mnie
- I...?
- Każe mi wracać- jęknęła
- Czemu?
- No wiesz " Rehabilitacja jest najważniejsza. Załatwiłaś co miałaś więc wracaj "
- Może ja z Nią pogadam?- pogłaskałam ją po plecach
- Nie... Mama ma racje to znaczy... -jąkała się- Chciałabym tu zostać i to bardzo, ale musze skończyć rehabilitacje. Zamówiłam już bilet na dziś wieczorem- uśmiechnęła się wesoło
- No chyba sobie żartujesz?! Tak szybko mnie opuszczasz?!
uśmiechnęła się niewinnie- Wypełniłam misje
- Taaak? Czy może coś innego ciągnie Cię do Polski? A może ktoś?- uśmiechnęłam się szeroko machając brwiami, a dziewczyna spuściła wzrok i zarumieniła się
- N...Nie..
- Zakochałaś się!- pisnęłam- Kim jest ten szczęściarz?!
- Ma na imię Bartek...
- Opowiedz mi o Nim!- wyszczerzyłam się
- Muszę się spakować- wstała- Poza tym zajmij się swoim Sykesem, a nie pokazała mi język
- Kochana- oparłam się o ścianę- Ty o moim Nathanie wiesz więcej niż ja- zaznaczyłam z palcem w górze
- Oj no...- mlasnęła i usiadła na krześle- Bartek jest starszy ode mnie o 2 lat. Znamy się z rehabilitacji. Jest miły, uroczy, czuły, kochany i do tego mega przystojny- uśmiechnęła się pokazując zęby
- A on też miał wypadek czy coś?
- Nie, jest wolontariuszem. Pomaga mi w niektórych ćwiczeniach. Wiesz jest to taki mój prywatny trener.
- Ooo- rozpłynęłam się szczęściem dziewczyny- Jak długo jesteście razem?
- 5 dni- widziałam błysk w jej oku
- I dopiero teraz mi to mówisz małpoludzie!?- rzuciłam w nią poduszką
Klaudia wzruszyła tylko ramionami i obie dałyśmy w śmiech.

Resztę południa przesiedziałyśmy w pokoiku siostry. Opowiedziała mi jak się dokładnie poznali z Bartkiem, i co konkretnie się wydarzyło między Nimi.
Cieszyłam się. Na prawdę cieszyłam się jej szczęściem i tym że ona też znalazła swoją miłość. Może nie na całe życie, ale tą pierwszą prawdziwą.
Ja opowiedziałam jej o propozycji Nathana. Zaczęła piszczeć jak szalona i cieszyć się jak małe dziecko takim "posunięciem" chłopaka w przyszłość. Naszą wspólną przyszłość.
Dopiero teraz dotarło do mnie jak bardzo poważnie się robi. Że chłopak traktuje mnie poważnie, nie ze względu na to, że zaszłam w ciąże, tylko na prawdę mnie kocha.
Byłam szczęściarą.

Po południu pomogłam siostrze się spakować. W między czasie przyjechał Nath i zadeklarował się, że razem odwieziemy Klaudie na lotnisko i nie chciał słyszeć żadnych sprzeciwów.

Około godz.20 byliśmy już we trójkę na lotnisku. Oczywiście nie obyło się bez łez. No cóż będę tęskniła za moją kochaną, małą siostrzyczką;
- Pamiętaj dbaj o siebie, masz chodzić na rehabilitacje, no i oczywiście dbaj o Bartka- powtórzyłam po raz kolejny
- Wiem siostra- przytuliła mnie- A Ty dbaj o mojego szwagra i siostrzeńca i masz do mnie dzwonić jak często tylko możesz.
- Oczywiście- poleciała mi kolejna łza po policzku- Kocham Cię Siostra
- Ja Ciebie też Alex - zaśmiałyśmy się
- Pasażerowie lotu do Polski proszeni są do odpraw- usłyszeliśmy znudzony głos kobiety.
- Czas na mnie- westchnęła- Pamiętaj...
- Tak pamiętam- przerwałam jej i po raz kolejny przytuliłam
- No to pa- cmoknęła mnie w policzek- Cześć Szwagier- przytuliła chłopaka- dbaj o moją siostrę i i dziecko
- Oczywiście- uśmiechnął się- Mam nadzieje, że jeszcze tu do Nas przyjedziesz.
- No ja mam nadzieje, że odwiedzicie Nas już w pełnym składzie w Polsce- zaśmialiśmy się

Ostatni buziak i przytulas i dziewczyna odeszła z plecakiem do odpraw.
Poczekaliśmy aż samolot odleciał i trzymając się za ręce poszliśmy do samochodu.
Jechaliśmy w ciszy. Patrzyłam w okno i myślałam nad tym co teraz będzie.
Nathan  chce, abym z nim zamieszkała (a raczej z całym The Wanted). Wkrótce pojawi się na świecie nasze dziecko, które tylko mam nadzieje i utwierdzi naszą miłość.
- To kiedy będziesz spakowana?- z rozmyślań wyrwał mnie głos chłopaka
- Spakowana?
- No tak- spojrzał na mnie z uśmiechem- Mówiłaś, że jak Klaudia wróci do domu to się przeprowadzisz.
- Ale nie wiedziałam, że tak szybko.. Patrz na drogę!
- No, ale na co czekać?
- No, ale...
- Żadnego "ale" Kochanie.
- Dasz mi tydzień? - uśmiechnęłam się niewinnie
- Oczywiście- dał mi szybkiego buziaka i wrócił wzrokiem na droge
- Nie rób tak!
- Jak?- zaśmiał się
- Ja chce żyć!
Chłopak parsknął, a ja zastanawiałam się jak to teraz będzie...

*******************************************************************************
Heej ;)

Rozdział to taki sobie...
Nie wiem co mam o nim powiedzieć...
Czekam na wasze komentarze ;)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Rozdział 25

Chłopaki patrzyli na mnie z szeroko otwartymi oczami i ustami, nikt nie ruszył się. Spojrzałam na Nathana, który uśmiechał się szeroko;
- Ej chłopaki co z Wami?-zaśmiałam się- Wyglądacie jakbyście zobaczyli ducha.
Max spojrzał na mojego chłopaka i pokazał na mnie kciukiem;- Młody Kto to jest?
- Ty baranie! To jest Ola!- parsknął śmiechem
- Ola, Słońce Ty moje- Siva podszedł do mnie i mocno przytulił- Nie poznałem Cię, Wyglądasz rewelacyjnie- dalej trzymał mnie w objęciach- Tęskniłem- dodał, cmoknął mnie w policzek i ustąpił miejsca reszcie.
Tom, Max i Jay spojrzeli na siebie i momentalnie rzucili się na mnie z przytulasami i buziakami;
- Ola nareszcie jesteś!- Max
- Stęskniliśmy się!- Jay
- Nie uciekaj Nam nigdy więcej Słońce- Tom
- Chłopaki puśćcie mnie, bo mnie udusicie!- powiedziałam, gdy chłopaki dalej mnie przytulali całą gromadą i cmokali w policzki.
- Sio Sępy! Oddajcie mi moją Alex!- Nathan podszedł do Nas i "odrywał" chłopaków ode mnie
Ostatecznie chłopaki puścili mnie i usiedli z powrotem na kanapach;
- Więc Chłopaki dobrze, że usiedliście, bo mamy dla Was jeszcze jedną wiadomość.
- A ja Wiem jaką!- podniósł rękę Tom i zaczął wiercić się na kanapie
- Tak wiem Parker, że Ty wiesz, ale zamknij jadaczkę i nic nie mów.
- To Co to za informacja? Co Twoja Alex jest w ciąży?- zaśmiał się Max
Spojrzeliśmy się z Nathanem na siebie i wróciłam wzrokiem z uśmiechem na Łysolka.
Momentalnie spoważniał i znowu wszyscy patrzyli na Nas z szeroko otwartymi oczami;
- To jest prawda?- mruknął Jay
- Tak- powiedział dumnie Nath i ustał za mną- Będziemy mieli dziecko- położył dłonie na moim brzuchu i oparł brodę na ramieniu
- Ja będę Chrzestnym- wyprostował się Tom
- Pff ! Chciałbyś! -parsknął brunet
- Ej Alex mówiła co innego!
- Widzę, że Wam się spodobało mówienie "Alex" zamiast "Ola", mi pasuję- usiadłam na fotelu obok siostry
- To skoro Tom będzie chrzestnym, to musicie mieć jeszcze Troje dzieci, żeby każdy z Nas był chrzestnym- wyszczerzył się Loczek
spojrzałam przerażona na niego i Natha- Żartujesz tak?
Chłopak pokiwał przecząco głową- Ani trochę.
przełknęłam głośno ślinę- Nathan ratuj...
- Chłopaki nie przesadzacie? Będziemy mieć tyle dzieci ile będziemy chcieli, a nie ile Wy chcecie.
- A co nie dasz rady zrobić jeszcze trójki?
Brunet ściągnął brwi;- Parker nie znasz moich możliwości... prawda Kochanie?- spojrzał na mnie, a ja zsunęłam się na oparciu cała czerwona.
Wszyscy zaczęli się śmiać, a ja zasłoniłam twarz dłońmi.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w salonie wszyscy, śmiejąc się i gadając o głupotach.

W końcu całe The Wanted postanowili zrobić kolację;
- Wy sobie siedźcie Kochanie, a my Wam zrobimy coś pysznego- Nath dał mi czułego buziaka i odszedł za resztą
- Tylko nie spalcie jedzenia tak jak za pierwszym razem! - krzyknęłam za Nim i parsknęłyśmy śmiechem.
zza ściany wychylił się Thomas, pogroził mi palcem- Słońce!
Puściłam buziaka w powietrzu- Też Cię Kocham
- Ej bo będę zazdrosny!- usłyszałam głos mojego chłopaka
- Ciebie Kocham bardziej Miśku!
- Słodcy są.
- No to są właśnie Nasi chłopcy- westchnęłam
- Są mili, kochani, mega słodcy...
- ...pyskaci, zwariowani, mają nie równo pod sufitem- dokończyłam za nią
- Tak to prawda- zaśmiała się

Po nie całej godzinie chłopaki zabrali Nas do jadalni gdzie zobaczyliśmy stół pełen jedzenia;
Zasiadliśmy przy stole i wzięliśmy się za jedzenie.
- Mmm... to jest pyszne Chłopaki -pokiwałam głową z uznaniem
- Staraliśmy się dla maleństwa- wyszczerzył się George
spojrzałam na niego z miną "Bitch Please" - No dziękuje w imieniu dziecka
- Oj dla Was się staraliśmy Kochanie- chłopak objął mnie ramieniem i pocałował w czoło
- A tak właściwie to w którym miesiącu jesteś ?
- Mój Kochany Sivo jestem w 7 miesiącu ciąży, no prawie
- No to już bliżej niż dalej- pokazał na mnie widelcem
- Tak to prawda. Jestem szczęśliwa, że będę miała dziecko z Nathanem- złapałam go za rękę- ale muszę się przyznać, że boję się porodu...- przygryzłam dolną wargę
- Czemu?
- Wiesz Tom, wszystko jest dobrze przez 9 miesięcy i jest całkiem przyjemnie, ale przychodzi ten jeden dzień w którym jest poród i to cholernie boli, chyba że dostaje się znieczulenie, to działa tylko na jakiś czas.
- Nie martw się, będę przy Tobie i trzymał za rękę- powiedział Nath i pocałował moją dłoń
- No chyba sobie żartujesz!- prychnęłam
- No co?- zdziwił się
- Nie zgodzę się nigdy na poród rodzinny!
- Dlaczego?-ożywił się Jay
- Wiesz nie chciałabym mieć na głowie bólu i jeszcze leżącego Nathana na posadzce, bo zemdlał.- powiedziałam, a wszyscy zaczęli się śmiać
- Ale śmieszne- mruknął
- Oj Kochanie- zachichotałam i dałam mu buziaka w policzek

Resztę wieczoru przesiedziałyśmy u chłopaków, oglądając filmy, śmiejąc się itp.
Około godz. 22 byłam z powrotem w swoim łóżku ;)

Rano zostałam obudzona przez mizianie po policzku. Otworzyłam leniwie jedno oko i zobaczyłam mojego uśmiechniętego chłopaka;
- Dzień dobry Kochanie- pocałował mnie w czoło
- mmm cóż za miła pobudka- wymruczałam i wtuliłam się w tors chłopaka
- Jak się czujesz?
- Ciągle o to pytasz-jęknęłam
- Pytam jak się czują moje Miłości...- przejechał mi nosem po szyi i zaczął składać pocałunki
- Nath to miłe, ale co Ty robisz?- odsunęłam się od Niego i spojrzałam w jego tęczówki
- Sprawdzam czy nie wyszedłem z wprawy- przygryzł wargę
- Wariat- odsunęłam się od niego i chciałam wstać
- Gdzie Ty mi uciekasz?
- Idę się ubrać- spojrzałam na niego- puść moją rękę
usiadł za mną i zaczął całować mnie po szyi;- Aaa może by tak popracować jeszcze nad naszym maleństwem...?
- Słucham?!
- No wiesz... - dalej obcałowywał moją szyję
parsknęłam śmiechem-Idź Ty Erotomanie!- powiedziałam, odsunęłam się i wstałam.
Wzięłam ciuchy i udałam się do łazienki nie patrząc na chłopaka
 
Wiążąc włosy weszłam do pokoju;
- Ja idę na śniadanie, chcesz to chodź- powiedziałam i ruszyłam na dół
 
Weszłam do kuchni i zobaczyłam leżącą na podłodze Liz....
 
 
***********************************************************************************
No Heeeey Kochane :D
Jestem z rozdziałem;)
Jest trochę krótki, ale nie chciałam się bardzo rozpisywać by Was nie zanudzić, a jednocześnie potrzymać w niepewności ^^
Tak wiem, wredna ja :p
 
Dziękuję za komentarze które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem ;)
Rybko, życzę Ci duuuużo weny, bo czekam z niecierpliwością na następny rozdział!
Jakby coś służę pomocą Kochana ;)
 
Piszę dzisiaj, ponieważ jest to dla mnie szczególny dzień...
A mianowicie dzisiaj kończę 17 lat stara już jestem :p
W tym dniu chciałam Wam dać też taki mały prezencik w formie rozdziału ;)
 
A gdyby nie mój przyjaciel Paweł, Lexy, Marysia, Madzia i wielu wielu innych którzy złożyli mi życzenia to pewnie bym nie miała weny;)
 
Moi drodzy daliście mi dziś duuuużo radości, za co Wam ogromnie, z całego serducha dziękuję ;***
Dziękuję, że jesteście ;)
 
Pochwalę Wam się troszkę ^^
 
Od mojej Kochanej rodzinki dostałam małe torciki, które były równie pyszne co wyglądają :D
 
Od mojego Kochanego Braciszka Pawełka i Olci (Lexy) odstałam śliczny zegarek ^^
Prawda, że śliczny kolorek? Mi się bardzo podoba *.*
 
 

Od mojej Kochanej Klasy dostałam śliczne kwiaty, moje ulubione róże :D
 
 
 
A więc moje drogie, za rok wybije mi 18-nastka ;)
Ale będę stara :p
Ciągle Paweł mi powtarza "ale z Ciebie stara dupa" hahahaha Kocham go za to pocieszanie :p
Ciekawe co będzie czuł w marcu jak skończy 18 lat... :D


Może któraś z Was jest z Radomia lub okolic i jest chętna na spotkanie? ^^

Następny rozdział pojawi się w miarę mojej weny ;)
A od 2 grudnia zaczynam praktyki więc będę luźniejsza i będę miała więcej czasu ^^

Buziaki Kochane ! :**
Pozdrawiam KaMa <3

wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział 24

Rano zostałam obudzona przez głosy chłopaków. A mianowicie przez "Glad you came".
Podniosłam się leniwie, sięgnęłam po telefon i odebrałam;
- Jak się czuje moje Kochanie?- usłyszałam zadowolony głos mojego chłopaka
- Nathan- jęknęłam- jest 7 rano, a Ty mnie budzisz.
- Oluś jest 10- zaśmiał się
- No to co, dla mnie jest 7- mruknęłam
- Jak się czujesz?
- Bardzo dobrze. Po co dzwonisz?-ziewnęłam do słuchawki
- Chciałem usłyszeć Twój głos i powiedzieć, że Cię Kocham- oczami wyobraźni widziałam jego zadowoloną mordkę
- Też Cię Kocham Nath, ale serio po to dzwonisz?
- Nie tylko. Chciałem zapytać czy dasz się namówić na kolację z całym The Wanted, co Ty na to? Zrobimy chłopakom  niespodziankę, nie wiedzą że wróciłaś i o tym, że... no wiesz...
- Tak zrozumiałam- zachichotałam- Ale nie wiem czy to dobry pomysł...
- Czemu?
- Pamiętasz co było po ostatniej kolacji?- zaśmiałam się, a chłopak głośno westchnął
- Będę po Ciebie o 17, a teraz lecę do studia. Kocham Was!- usłyszałam cmoknięcie i chłopak się rozłączył
- My Ciebie też- powiedziałam cicho i opadłam bezsilnie na poduszki.

Patrzyłam w sufit i rozmyślałam nad tym wszystkim co się działo ostatnio w moim życiu.

Spotkanie Nathana to najlepsze co mi się w życiu przytrafiło. Pomimo każdych kłód jakie los nam stawiał pod nogi, przeciwności, kłótni, długiej rozłące- dalej się Kochamy. Na dodatek spodziewamy się dziecka, które tylko utwardzi naszą miłość.
Pomimo młodego wieku jestem szczęśliwa, że będę mamą. W przyszłości będę opowiadać dziecku, jakie zawiłości bywały w moim życiu i o tym jak bardzo je pokochałam od samego początku.
Gdy zrobiłam test- popłakałam się. Ale nie z rozpaczy, wręcz przeciwnie- z radości. Wiedziałam, że pomimo tego, że nie mam przy sobie Nathana, mam przy sobie, pod swoim sercem cząstkę jego.
Teraz będę szczęśliwą Mamą u boku wspaniałego Faceta, którego Kocham ponad życie! ;)

Uśmiechnęłam się do siebie i podniosłam się leniwie z łóżka. Założyłam nathanowską bluzę, którą zostawił u mnie wczoraj i z uśmiechem na twarzy zeszłam do kuchni.
- Dzień dobry, moje Kochane siostrzyczki- powiedziałam na widok Liz i Klaudii, dałam każdej buziaka w policzek
- No Hej Ciężarówo- pogłaskała mnie po brzuchu Klaudia
- Mówiłam, żebyś tak na mnie nie mówiła- pogroziłam jej palcem
- Dobrze już dobrze, lepiej siadaj i nakarm Młodego, bo pewnie głodny jest po waszych harcach.
- Słucham?!- spojrzałam na siostrę z szeroko otwartymi oczami
- Żartuje! - zaśmiała się, a ja uderzyłam się w czoło, aż poszedł huk
- Boże daj mi cierpliwość do Niej.
- Tak, Oluś wiemy dobijamy Cię- Liz pocałowała mnie w policzek- Lecę na wykłady, pa!
- Miłego dnia- powiedziałyśmy równo i Liz wyszła z mieszkania
Posiedziałam jeszcze chwile z Klaudią, gadając o wczorajszym dniu, jej rehabilitacji i o wielu innych głupotach. Po śniadaniu poszłam do siebie i skierowałam się od razu do łazienki. Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic i z turbanem na głowie, owinięta w ręcznik poszłam do pokoju. Ustałam przed szafą i zastanawiałam się nad tym co mam założyć na wieczór, gdy wpadłam na pewien pomysł.
Wzięłam telefon do ręki i wybrałam odpowiedni numer;
- Słucham Królowo mego serca- usłyszałam w słuchawce, na co się zaśmiałam
- Nathan bez takich mi tu, ale nie ważne; masz chwilkę?
- No mam, słucham.
- Misiek, aa może... tak czysto teoretycznie... mogłabym zabrać Klaudię na kolację do Was? Jest Waszą fanką, a nie chciałabym jej zostawiać...
- No pewnie! Nie ma problemu, masz bardzo fajną siostrę
- Dzięki Nath, Kocham Cię!
- Nie ma za co, ja Ciebie też. A teraz leć się szykuj, bo masz tylko 6 godzin- zaśmiał się
- Ale śmieszne!- prychnęłam- Nie przeszkadzam, do zobaczenia
- No pa
Rzuciłam telefon na łóżko, podeszłam do drzwi i zawołałam Klaudie. Po chwili przyszła;
- No co tam?
- Mam dla Ciebie niespodziankę-uśmiechnęłam się szeroko
- Jaką?
-Nie mogę Ci powiedzieć, ale idź się szykuj. Ubierz się ładnie, ale na luzie, umaluj, ładnie uczesz o 17 wychodzimy.
- Nie lubię niespodzianek- mruknęła
- Jasne, idź się szykuj i nie marudź- poklepałam ją po ramieniu
- Dobrze idę- zawróciła się i wyszła z pokoju.
Wróciłam z powrotem do szafy. Z wybranym zestawem ruszyłam do łazienki.
Ubrana, uczesana i umalowane zeszłam na dół.

Zeszłam pomału po schodach i usiadłam w salonie. Zegarek wskazywał 16:20.
"No Panie Sykes muszę Cię bardzo Kochać, żeby szykować się tyle godzin"- pomyślałam i mimowolnie odwróciłam się, gdy usłyszałam charakterystyczny dźwięk stukania kuli o podłogę. Zobaczyłam moją siostrę. Wyglądała ślicznie
 - Wow Klaudia wyglądasz, rewelacyjnie- pokiwałam głową z uznaniem
- Przestań- mruknęła- Nie wiedziałam w co mam się ubrać, a to jedyne normalne co mam na wyjście.
- Ja będę szła za Tobą kilometr, bo zaniżam standard Twój.
- Przestań! Za ile wychodzimy?
- Hmm... zaraz będzie limuzyna- zaśmiałam się
- Wariatka-mruknęła pod nosem
 
Po pół godzinie usłyszałyśmy pukanie do drzwi, które przerwało naszą dyskusje na temat rehabilitacji Klaudii. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam uśmiechniętego Nathana;
- Cześć Kochanie- pocałował mnie w usta- Ślicznie wyglądasz
- Hej, dziękuję- zarumieniłam się- Wejdź
Weszliśmy do salonu trzymając się za ręce;
- Cześć Klaudia- podszedł do dziewczyny i pocałował ją w policzek
- Cześć Szwagier- zaśmiała się- Czy to do Was Ola mnie zabiera?
- Tak, nie powiedziała Ci nic?- uniósł brew
- Nathan! Wygadałeś się!
- Przepraszam Kochanie nie wiedziałem- wrócił do mnie i cmoknął mnie w policzek.
- Idź Ty!- dałam mu kuksańca w bok
- To ja się pójdę lepiej przebrać...- mruknęła Klaudia i wstała, a Nathan na jej widok zagwizdał
- No, no, no Ślicznie wyglądasz- powiedział, patrząc się na dziewczynę.
Założyłam ręce na piersi i zaczęłam tupać nogą, ale chłopak nie zwracał na mnie uwagi.
Chrząknęłam głośno, a jego wzrok spoczął na mnie;- no co?- zaśmiał się widząc na moją mine
-Jajco- mruknęłam- Duśka lepiej ubierz się luźniej, bo widząc Nath'a tak pożerającego Cię wzrokiem, wyobraziłam sobie całe The Wanted
- Okej, dajcie mi 5 minut- powiedziała i chwilę później zniknęła na schodach.
Spojrzałam na chłopaka, który patrzył na nią w dalszym ciągu, wyginając się do tyłu;- Mężczyźni
- Ładną masz siostrę- uśmiechnął się zadziornie
usiadłam na kanapie;- Przypominam Ci mój drogi, że ona ma 14 lat
- No wiem- podszedł do mnie i nachylił się- Ale Ty mi się bardziej podobasz- powiedział niskim seksownym głosem i złożył na moich ustach czuły pocałunek
- Fuuuu!- usłyszałam głos Matta- Mamo to jest okropne!
Oderwałam się od Nathana i spojrzałam na chłopca- Hej Matty- wyciągnęłam do niego ręce, a on od razu do mnie podbiegł i mocno się przytulił.
- Młody, bo będę zazdrosny- pogroził mu palcem
- Powiedz temu oto chłopakowi, że Ty możesz się zawsze przytulać- powiedziałam patrząc chłopcu w oczy. Odwrócił głowę i spojrzał na bruneta;- Słyszałeś?- pokazał mu język

Po zapowiadanych Klaudie 5 minutach zeszła na dół odpowiednio ubrana i mogliśmy wyjść.

Po 30 minutach zatrzymaliśmy się pod domem The Wanted.
Weszliśmy do środka, a z salonu było słychać śmiechy chłopaków.
Zdjęliśmy kurtki i ruszyliśmy po cichu w stronę hałasu.
Ponieważ miała być to niespodzianka, schowałam się za ścianą, a Nathan z Klaudią weszli do pomieszczenia;
- Cześć Chłopaki, to jest Klaudia siostra Ola- powiedział wesoło
- Cześć- powiedzieli równo i przywitali się z nią buziakiem w policzek.
 "Klaudia trzymaj się na nogach"- pomyślałam widząc jak moja siostra ledwo stoi. Chyba gdyby nie kule padłaby na podłogę jak długa z wrażenia ;p
Chłopcy byli dla niej bardzo mili, pytali się jak się czuję, jak rehabilitacja itp. ale nie obyło się bez pytań o mnie. Tom z Nathanem wymienili porozumiewawcze spojrzenia i obaj spojrzeli w moją stronę dając mi znak, że mam wkroczyć.
Wychyliłam się zza ściany i oparłam o futrynę;
- A powiedz mi kiedy Ola przyjedzie do Londynu?- zwrócił się Jay
zaśmiałam się cicho- Oj Jay wystarczy się odwrócić i mnie zobaczysz.

***********************************************************************************************
Nooo Heeeey Miśki ;*

Dzisiaj wstawiam rozdział, bo ogarnęła mnie wena ;D
Tak, wiem rzadko to się zdarza, ale jednak ;p

Mam nadzieję, że się Wam spodoba ;)
Dziękuję za komentarze ;)

Witam ponownie / nowego  Anonimka i dziękuję za komentarz ;)

Trzy dni temu urodziny miał Nasz Kochany Siva!

 
Na spóźnione urodzinki życzę mu duuużo zdrowia, dalej tak cudownego głosu, miłości i wytrwałości z Naree i w ogóle wszystkiego naj, naj, naj ! ;**


Następny rozdział dodam w niedzielę, ewentualnie w poniedziałek ;p

Buziaki KaMa <3